niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 9 "Rwący, górski potok" część 3

Przechodzili przez próg, gdy się rozpadało.
W środku przywitała ich obszerna sala, z pustymi stolikami porozsiewanymi naokoło wielkiego paleniska na środku, dym odprowadzany był przez murowany komin zaczynający się na wysokości pierwszego piętra. Przy kontuarze, przystrojonym futrem, pracował, pilnie wycierając ladę, młody chłopak o jasnej czuprynie i kościstych palcach.

- Dzień dobry! - ucieszył się widząc ich. - Zechciejcie państwo spocząć - wskazał na stoliki. - Co podać?
- Wolne pokoje może jeszcze macie? - zapytał Bruno, czuł głód, ale nie potrafił go na tyle sprecyzować, by coś zamawiać, może jak już usiądzie na spokojnie.
Chłopak skrzywił się.
- Środek sezonu mamy, pełno poetów się zjechało… - zaczął tłumaczyć.
- Jegor prosił, żeby przekazać, że my od niego - dodał pośpiesznie Bruno, bardziej ciekawy co ta informacja da, niż czy będzie efektywna.
Blondynek od razu uśmiechnął się szeroko.
- Aa, trzeba było od razu. Mamy, mamy apartament dla państwa, kolacja przy świecach w cenie naturalnie i pewnie małżonka ucieszy się z naszej sauny. Chwileczkę - poleciał na zaplecze, wrócił po chwili razem z rudą dziewczyną o obfitych kształtach i piegach na pulchnej twarzy. - Proszę za mną.
Dziewczyna przejęła na chwilę bar, a oni poszli wgłąb i schodami na drugie piętro.
Pokój nie na darmo nazywał się apartamentem. W środku pełno było koców, futer i poduszek w różnych miejscach, leżanka przed kominkiem, wyjście na balkon i olbrzymie łoże z baldachimem. Wystrój wieńczyły duże ilości kwiatów i Bruno zastanawiał się jakim cudem w ogóle tutaj trafił. No i poza leżanką nie było drugiego łóżka.
- Ostatni wolny pokój - mrugnął do nich okiem chłopak. - Pierwszą noc opłacamy z góry, pozostałe w momencie wymeldowania.
Mio ocknęła się i pogrzebała chwilę w swoim gorsecie, dopiero teraz zauważył sprytnie ukrytą w nim kieszonkę pod biustem, w której mieściła się sakiewka. Elfka szybko rozliczyła się z chłopakiem.
- Zostawiam państwa. Wieczorem zachęcam do zerknięcia choć na chwilę do sali wspólnej, będzie przedstawienie. Gdy zechcą państwo zjeść kolację, wystarczy dać mi znać, tak samo w przypadku sauny. Do wieczora warto zwiedzić miasteczko, dzisiaj otworzył się obwoźny targ, a nasze źródła to chluba regionu. Zwłaszcza w taką pogodę.
Bruno zastanawiał się, czy ten chłopak nie jest przypadkiem spokrewniony z Jegorem.
Wojownik nie planował nic zwiedzać, biorąc na serio ostrzeżenie Wujka, ale jak zwykle swoje plany musiał zweryfikować z wizją elfki. Która jak tylko chłopak ich zostawił zaczęła nerwowo kręcić się po pokoju.
- Noga cię już nie boli? - zapytał.
- Już dawno, znieczuliłam ją - odparła stwierdzając oczywistość elfka. - Ale bandaż muszę nosić, żeby jej nie nadwyrężyć. Chodźmy na ten targ.
Złapała płaszcz z bagaży i nie czekając na niego wypadła na dwór.
Bruno goniąc ją jeszcze zdążył wypytać karczmarza, którędy na targ. Mimo, że dziewczyna praktycznie biegła, to noga ją wyraźnie zwalniała. No i zastanawiał się, po co jej ten przykrótki płaszczyk, który ledwie krył głowę i barki, gdy zauważył, że rozpuściła włosy. Jednak nie była taka bezmyślna, jak mu się wydawało.
Deszcz nie był zbyt obfity, ale na pewno przeszkadzał i na targu, gdzie rozstawione były zdobione wozy, nie było zbyt wielu ludzi. Większość towarów zakwalifikować można było jako niepotrzebne pamiątki, ale sporo też było rękodzieła i najwyższej jakości jadła i trunków. Bruno zatrzymał się na dłużej przy pokaźnej kolekcji miodów pitnych. Już miał coś kupić, gdy zauważył, że do elfki podszedł jakiś chłopak, w sumie nie zwróciłby na niego kompletnie uwagi, bo tamten wyglądał niegroźnie i zwyczajnie, ale jakiś dziwny ścisk w gardle kazał mu podejść, gdy tamten nieznacznie musnął elfkę po plecach.
- Wybrałaś coś? - huknął trochę za głośno, gdy do nich podszedł.
Elfka odwróciła się do niego z szerokim uśmiechem, posklejane kosmyki przyklejały jej się do twarzy. Mimowolnie odwzajemnił jej uśmiech.
- Kierowniku, wy też do Źródlanej na wywczas?
- Przejazdem - krótko uciął Bruno. Zagapił się na elfkę i nawet nie zauważył kiedy ten chłopak do niego podszedł. - Dużo ludzi dzisiaj chyba nie ma?
- A gdzie tam! - machnął ręką chłopak. - Środek lata, to wszystkie aliganciki tu pędzą. Rejwach jak w stolycy. Dzisiej tylko na źródłach kulasy wygrzewają. Ja to, po prawdzie, nietutejszy. Ale co roku, legularnie przyjeżdżam, to jak swój, choć mnie od frajerów niektóre antki wyzywają, pfe.
Przyjrzał się chłopakowi, a tamten nieznacznie się speszył. Miał naście, może dwadzieścia lat, był przeraźliwie chudy, ale nie wyglądał na niedożywionego. Zerkał piwnymi oczami na nachylony tyłek elfki, która znudzona brakiem zainteresowania wróciła do przeglądania towarów. Bruno chrząknął znacząco, lecz chłopak był zbyt zaaferowany widokiem, by zwrócić na niego uwagę. Albo się nie przejął, bo kontynuował swój wywód.
- Ale uważajcie na doliniarzy. Dzisiej to siedzą po knajpach i lunety wychylają, ale jutro to się będzie działo! - wyszczerzył się, gdy elfka przestępowała z nogi na nogę ciągle pochylona, spodnie jej się opinały, a torba przesunęła.
- Mio - odezwał się do swojej towarzyszki, by skończyła to tanie przedstawienie ku uciesze miejscowych i nie tylko. - Kupujesz coś, czy będziesz tylko oglądać. Ciągle pada.
Elfka odwróciła się i podeszła do nich, uśmiech gdzieś znikł i patrzyła na niego uważnie. Bruno przypomniał sobie, że miał z nią porozmawiać o tutejszej legendzie.
- Przepraszamy najmocniej - powiedziała uprzejmie do chłopaka. - Ale musimy iść. Nie wiesz może jak trafić do tutejszej biblioteki?
- A zaprowadzę - uśmiechnął się serdecznie.
- Nie potrzeba - wtrącił Bruno. - Wypytałem u Hanki.
I chciał już iść zabierając ze sobą elfkę.
- A to wy od Hanki? Jegor dalej po lesie buszuje?
Mio przytaknęła, wyglądała na znudzoną.
- Proszę - chłopak podał jej sakiewkę. - Wypadła przy stoisku. To ja się żegnam z jaśnie państwem.
Nim Bruno zdążył go złapać, tamten zniknął między straganami. Mio patrzyła trochę zdziwiona na sakiewkę, a potem dokładnie sprawdziła swój gorset. Wzruszyła ramionami i schowała swoje oszczędności.
- Kiedy mi wypadła? - zapytała sama siebie, gdy wyszli z targu.
Bruno sprawdził, ale żadna z jego jakże cennych własności nie zaginęła. Za to elfka pewnie nawet nie zauważyła straty jakiegoś drogiego, albo, co gorsza, przeklętego klejnotu.
- Ten przeklęty kamień, to zostawiłaś w pokoju? - zapytał, gdy przeszli obok ozdobnego ratusza.
Dziewczyna pokręciła głową.
- Mam go przy sobie. Jest zbyt niebezpieczny, żeby go zostawić.
Czyli prawdopodobnie groźny klejnot trafił w ręce podrzędnego złodzieja, który opchnie go jakiemuś paserowi, a tamten sprzeda bogatemu arystokracie na czarnym rynku. Arystokrata podaruje jakiejś ślicznej kochance, a ta przekaże klejnot na cele dobroczynne, kamień zostanie zlicytowany, kupi go jakiś włodarz, a tu już czyste zło będzie miało pole do popisu.
- Zadziwiasz mnie - powiedział sarkastycznie. - A raczej twoja beztroska. Nigdy nie myślisz o konsekwencjach?
Mio zatrzymała się i przez dłuższą chwilę wpatrywała mu się w oczy mrużąc swoje. Tak, jakby wojownik powiedział coś nie tak.
- No co? - speszył się, choć próbował wytrzymać jej spojrzenie. Nie będzie baba mu odwracać kota ogonem, znowu. - Sprawdziłaś, czy ten przeklęty kamień nie zginął? Skoro sakiewka ci wypadła, to mógł też kamień… - zamknął się odwracając wzrok, czemu to on się tłumaczył?
Elfka westchnęła tylko, odwróciła się na pięcie i zaczęła iść przed siebie. Przeszła kilka kroków, gdy się zatrzymała.
- To gdzie jest ta biblioteka? - rzuciła przez ramię w jego stronę siląc się na nonszalancję.
Uśmiechnął się z politowaniem.

Rozdział 8

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz