poniedziałek, 14 września 2015

Rozdział 12 "Elfie sprawki" część 1

Rozszalały tłum niósł go ulicami. Próbował się przebić naprzód, ale kilkadziesiąt osób skutecznie mu to uniemożliwiało.
Gdy po raz piąty ktoś naparł na jego zranione ramię, przepchnął się poirytowany na siłę, tratując parę osób.
- Pani elf, jest pani aresztowana - jeden ze strażników miejskich podszedł do Mio.
Elfka patrzyła na niego zdumiona akurat w momencie, gdy Bruno znalazł ją pośród tłumu. Nie zdążył do niej dobiec, gdy dopadł ją tłum. Na szczęście dla obojga, na czele korowodu stali przedstawiciele prawa, a nie motłoch, bo na pewno nie zdążyłoby dojść do aresztowania.
- Dajcie tu resztę uszatych! - strażnik krzyknął w stronę tłumu.
Wypchnęli na przód przerażonych ludzi. Dwie kobiety i trzech mężczyzn. Bruno pokręcił głową zdumiony.
- To nie są elfy - sapnął głośno.
- Pewnie, że nie są, a skąd niby w Źródlanej elfy? - obok niego znowu był tamten chudy chłopak, który chciał ukraść sakiewkę Mio. - Turysty, przyjezdne. A kierownika to jak ominęła zabawa? H…
Chciał krzyknąć, ale Bruno błyskawicznie do niego doskoczył i przytrzymał go zdrową ręką.
- Nie. Dość mam lokalnych zwyczajów - warknął, ale po chwili się zreflektował. - Razem z moją towarzyszką sporo przeszliśmy, chcieliśmy tylko skorzystać z pomocy w Lazarecie.
- Niedomagacie? - chłopak wyraźnie się wystraszył i próbował odsunąć.
- Tylko rana - pokręcił głową. - A ona - wskazał głową na elfkę, która coś próbowała wytłumaczyć strażnikowi. - Ma skręconą nogę.
- Oj, to źle.
Gdy wojownik poluźnił uchwyt, chłopak skorzystał z okazji i czmychnął między ludzi. Bruno próbował go wyśledzić, ale zauważył go dopiero po chwili, gdy tamten rozmawiał ze strażnikami gestykulując żarliwie w jego stronę. Teraz strażnicy zaczęli coś tłumaczyć elfce i potem dziewczyna została przyprowadzona przez obstawę wprost do niego.
- Kto śmiał pomylić szlachetnie urodzoną z elfem, tego czekają dyby! - krzyknął strażnik do tłumu, który odkrzyknął coś niezrozumiale. - Wybaczcie pani, za tę pomyłkę - po czym ściszył głos zwracając się do chłopaka. - Zaprowadź państwa do Domu Pana, niech się nimi zajmą. Jeszcze raz przepraszamy.
Tłum wraz z rzekomymi elfami i strażą miejską ruszył dalej, a Bruno, elfka i chłopak zostali na deszczu.
- Co to było? - zapytał próbując dojść do siebie Bruno.
- Festyn, dla przyjezdnych - wzruszył ramionami chłopak. - Leguralna zabawa, zwłaszcza dla tych ze Stolycy. Ot, życie legendą.
- Aha… A co zrobią z tymi “elfami”?
- Zamieszczą w gorących źródłach. Idziemy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz