piątek, 18 września 2015

Rozdział 13 Elfie sprawki - część 2

Dom Pana był okazały, ale nie był największym budynkiem w mieście, co bardzo zdziwiło Bruna. Z zewnątrz, poza kilkoma figurami oświeconych, też nie był przystrojony. Większym budynkiem był przylegający do niego lazaret, którego teren zdawał się ciągnąć wzdłuż całego miasta, zwłaszcza wspaniały park.
Chłopak doprowadził ich pod same drzwi, po czym pożegnał się i pobiegł dalej. Bruno podejrzewał, że planuje okraść zebranych gapiów na festynie. Niemniej jednak podziękował mu za pomoc.
Teraz stali przez chwilę z elfką w milczeniu, moknąc pod wejściem.
- Mio, lepiej wejdźmy, bo się przeziębisz - rzucił niezdarnie.
Odparła coś nadąsana, ale nie był w stanie zrozumieć i weszła do środka nie czekając na niego. Westchnął. Przynajmniej obraża się jak każda normalna kobieta.
Od wejścia przywitały ich dwie siostry miłosierdzia, pokrótce wyjaśnił, w czym rzecz, a gdy chciał przejść do omówienia kwestii swojej towarzyszki, Mio wtrąciła ucinając temat:
- Towarzyszę mu.
Spojrzał na nią zdziwiony. Mówiła, że w jakiś sposób znieczuliła swoją nogę, a nie, że ją całkiem wyleczyła. Ale była w końcu magiem, więc możliwe, że uleczyć się też potrafiła.
- Zapraszamy, małżonka będzie musiała zaczekać w kawiarni, ale nie potrwa to długo. Które z państwa uiści opłatę?
Mio sięgnęła po sakiewkę. Zastanawiał się, ile znajdowało się w niej drobnych na wydatki pokracznego cudaka i skąd planowała zdobyć złoto na dalszą wyprawę.
Jedna z sióstr odprowadziła ich w głąb budowli. Mio zostawili w przytulnej kawiarni z olbrzymimi oknami skierowanymi do ogrodu, w której siedziało sporo osób. Zapewne znaleźli schronienie przed deszczem, a nie byli skłonni uczestniczyć w festynie. Dziewczyna pożegnała go skinieniem i zasiadła przy jednym ze stolików.
Sala przyjęć była mniejsza, choć tu też znajdowały się wysokie okna. W środku siedział starszy chirurg i przyglądał się swoim narzędziom pracy, sprawnie poukładanym na małym stoliku.
- Co nam dolega? - zapytał uprzejmym głosem stojącego w wejściu Bruna.
- Kilkudniowa rana cięta. Nie zszywana.
- Niech Pan nas broni, aż tak teraz podczas festynu szaleją?
- Nie, to w innym miejscu - speszył się wojownik. - A potem ją nadwyrężyłem podczas spotkania z waszymi kustoszami.
Zauważył, że lekarz prychnął.
- Gdyby wiedzieli lepiej, to by nie bawili się w to hasanie po lasach. Te elfy to nasze przekleństwo… Proszę siadać, zdjąć górę.
- Przekleństwo? Z tego co widziałem, macie zyski z turystów.
- Tak, ale mało kto pamięta jak te zbóje nas zostawiły.
- Zostawiły? Podobno ktoś ich wyłapał i powiesił, tak słyszałem.
Lekarz rozciął bandaż i ostrożnie go zdjął. Bruno zerknął na ramię. Nie wyglądało źle, nie złapał na swoje szczęście żadnego zakażenia.
- Czysta rana, od ostrza - wziął jakiś flakonik z przezroczystym płynem i wylał na ranę, zapiekło niemiłosiernie. - Z tym wieszaniem to bzdura, żeby ludzie mieli o czym gadać. Zbóje splądrowały nas doszczętnie. Gwałciły co się dało, parę ich plonów chodzi pomiędzy nami, choć trzeba przyznać, że urodziwe są. Większość budynków spłonęła w tamtym czasie. Z miejskich tylko ten szpital się ostał. A potem pewnego dnia znikły bez śladu. Tak samo tajemniczo, jak się zjawiły. Paskudne elfy.
- Magia? - dopytał zaciekawiony.
- A licho je tam wie. Ale chyba tylko, bo jakby się tu inaczej dostały?
“Na przykład podróżując przez cały kraj w małych grupkach, w dużym rozproszeniu, żeby nie wzbudzać podejrzeń” - pomyślał Bruno, ale nie podzielił się swoimi przemyśleniami z lekarzem, który ponownie bandażował jego oczyszczoną i złapaną paroma szwami ranę.
- Wie pan, w którym dokładnie momencie te elfy zniknęły?
- A, pewnie, że wiem, bo pomagałem jako dzieciak wtedy. Elfy zniknęły po pożarze starej biblioteki. Żal wielki, bo Źródlana miała kopie prawie wszystkich ksiąg ze Stolicy, ale możliwe, że za kilka lat, dzięki turystom, odbudujemy zbiory.
- Czyli to nieprawda, że było ich kilka sztuk? - dalej drążył temat, mimo że lekarz już skończył z bandażem.
- Szczerze, to nie powiem, bo nie wiem. Żadnego nie widziałem, na szczęście, a ludzie mieszali się w opowieściach. Poza tym, myśli pan, że byłby w stanie je rozróżnić, jak to takie podobne? Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że to jeden elf, bo wszystkie jego dzieci są strasznie podobne. Mimo, że z różnych matek. Ale mam nadzieję, że kiedyś jakiś elf będzie chciał do nas zawitać, wtedy go przywitamy znacznie bardziej wystawnie, niż on nas.
- Dziękuję za pomoc - pożegnał się z lekarzem trochę zaniepokojony. Wujaszek miał rację mówiąc, że starsi są cięci na elfy. Będzie musiał zabrać cudaka stąd jak najszybciej. I wyjaśnić parę spraw z nią. W bardzo delikatny sposób. Nie chciał wierzyć w to, że Mio może być szpiegiem, bo była na to zbyt naiwna i prostoduszna, ale z drugiej strony coś podpowiadało mu, że elfka skrywa jakiś sekret.
W kawiarni znalazł ją otoczoną wianuszkiem młodych kogutów, które wyrwały się z domów, żeby zasmakować owoców świata. Westchnął zrezygnowany, gdy usłyszał słowa jednego z nich. Nienawidził poetów.

Rozdział 12

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz