niedziela, 22 maja 2016

Rozdział 15 Pieśń o Wyspach we mgle - część 2

- Po co?
- Ty mi powiedz - kiełkowała w nim myśl, że mógł zostać wykorzystany przez szpiega, ale była tak nieprawdopodobna, że na razie wolał zebrać więcej faktów. - Zniknęli po pożarze biblioteki.
Elfka przysiadła na krawędzi wielkiego łoża małżeńskiego i skrzyżowała ręce zamyślona. Gdyby nie skoncentrowana mina wyglądałaby atrakcyjnie, ale przez grymas na twarzy Bruno bał się w ogóle odezwać. Nie znał się na magach. A może potrafili rzucać uroki złym spojrzeniem?

- Opowiedz mi dokładnie, czego się dowiedziałeś - powiedziała w końcu ciągle wpatrując się gdzieś w głąb przesadnie wystrojonego pokoju. Na stoliku na środku obsługa zostawiła butelkę czerwonego wina i dwa kieliszki.
Pokrótce zrelacjonował rozmowę z chirurgiem opierając się o ciepłą ścianę, musiała graniczyć z kominem. Gdy skończył dotarło do niego jak bardzo przemokli. Elfka pewnie zostawiła mokrą plamę na pościeli.
- Ściągnęłabyś to - skinął na nią, dopiero po chwili zorientował się jak zabrzmiały te dwa niewinne słowa. - Bo łóżko przemoknie i trzeba będzie spać na podłodze…
Mio dopiero zdała sobie sprawę z tego, w jakim stanie są jej ubrania. Zerwała się z łóżka i skrzywiła, gdy stanęła na chorej nodze.
- Jak noga?
- Jak mówili w Prztykowie: “Do wesela się zagoi” - odparła sucho. Bez zastanowienia zrzuciła z siebie wierzchnią część odzieży. Chwilę siłowała się z butem na spuchniętej stopie. Okryta ledwie cienką bluzeczką usiadła z powrotem. - Ty planujesz tak ociekać pod ścianą?
- Komin, szybciej wyschnie - odparł, ale posłusznie zrzucił mokre wierzchnie ubranie. Zauważył, że jego wysłużona tunika dorobiła się dwóch nowych dziur. Rozłożył ubrania na krześle i przystawił przy ciepłej ścianie, żeby wyschły do rana, usiadł na drugim przy stoliku i przyjrzał się butelce. Cudak dalej miała tę straszną minę, która skutecznie odstraszała wszelkie jego myśli związane z jej strojem czy wielkim łożem, na którym się nieelegancko rozsiadła. Wojownik uznał, że prędzej uwierzy, że jego elfka jest szpiegiem, a niżeli szlachetnie urodzoną. Z żadnej strony się nie zachowywała jak przystało na szlachtę. Choć nie… Rozbestwione dzieci arystokratów w Stolicy, które miały styczność z osobami niższymi stanem, szczególnie służbą, miały w zwyczaju folgować sobie w etykiecie i wyżywać na nich.
“Brawo, awansowałeś z ochroniarza na służkę” - pomyślał ponuro. “Masz za swoje za spoufalanie się z arystokratyczną babą. Jeszcze ci przestanie płacić i taki będzie finał. I to wszystko na własne życzenie.”
- Nie możesz jakoś przyśpieszyć leczenia? - wskazał na nogę elfki. Po całym dniu wyglądała gorzej, niż po pomocy Jegora. Chorej stopy się nie nadwyręża. Ale kto upartemu cudakowi wyperswaduje głupie spacery po targu.
- Nakrzyczę na nią, to na pewno się posłucha i przestanie boleć - rzuciła sarkastycznie. - Co ja ci mówiłam o jarmarcznych sztuczkach?
Wzruszył ramionami i otworzył wino. Równie dobrze może skorzystać z gościny. Podał Mio jeden kieliszek, sam wychylił swój. Alkohol powinien go rozgrzać.
- Muszę się dowiedzieć, co tu się stało - powiedziała szczerze, prosząc ponownie o napełnienie kieliszka. - Nie przypominam sobie, żebyśmy mieli jakiekolwiek zapiski dotyczące takiego zajścia. Więc jeśli to była nieautoryzowana operacja, tym bardziej trzeba ją wyjaśnić.
- Może wasz władca wysłał szpiegów po wiedzę? Biblioteka w kurorcie jest łatwiejsza do okradzenia niż biblioteka w Stolicy.
- Le Roi nic takiego nie zlecił - zakrzyknęła żarliwie. - Zdobywamy wiedzę pokojowo! Poza tym, żadnej z tutejszych największych ksiąg nie ma w naszej bibliotece, a jeśli one były celem, jak mówisz…
Zamyślił się na chwilę, elfka też analizowała własne myśli, jednak już nie była taka straszna. Nie patrzyła jak rozwydrzona arystokratka, tylko jak jego Mio.
- Ja wiem, że wierzysz w waszego władcę. Ale uwierz mi, ci na samej górze mają swoje własne tajemnice, o których my malutcy nigdy się nie dowiemy. Możliwe, że wasz król ma prywatną bibliotekę, do której nikt nie ma dostępu. I tam są zdobyte księgi…
- Nie - zaprzeczyła stanowczo.
- No to nie wiem, może to był przypadek, że jako ostatnia spłonęła biblioteka. A może prawdę mówi poeta, że to barbarzyńcy? Chirurg sam nie wiedział jak opisać te elfy ani ile ich było.
“Thornberg, nie podsuwaj rozwiązań. Wyciągaj informacje. Nie jesteś szczylem na szkoleniu, żeby tak dać ciała” - upomniał się w myślach.
- Albo jeszcze coś innego, mogło być wszystko - zakończył wymijająco. - Masz jakiś pomysł?
- W Prztykowie pomylili mnie z postacią z bajek dla niegrzecznych dzieci, więc nie widzę problemu, żeby całe miasteczko pomyliło jakąś egzotyczną grupę etniczną z elfami. Zważywszy, że do tej pory nikt, poza Wujaszkiem się nie zorientował.
- To, że jeden z mieszkańców był w ogóle w stanie cię rozpoznać świadczy o tym, że elfy mogły tu być.
Elfka fuknęła niezadowolona i zawinęła się ze złością kołdrą, najwyraźniej popsuł jakąś jej teorię.
Wino przyjemnie rozgrzewało od środka i pozwalało się rozluźnić. Nie kojarzył tego gatunku, ale było pozornie cierpkie, a po chwili rozlewało się słodyczą po gardle.
- Nie wiem, Bruno - zerknęła na niego z kokona utworzonego z pościeli. - Może po prostu byli do nas podobni? Jestem zmęczona… Dobranoc.

Rozdział 14

2 komentarze:

  1. Raczej nie gustuję w takich gatunkach, ale mimo to bardzo fajnie napisane :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Zapraszam na fanpage, gdzie piszę też inne teksty, nie tylko fantasy: https://www.facebook.com/KAKisielCichocka/

      Usuń