niedziela, 29 maja 2016

Rozdział 17 Mara - część 2

- Bruno, obudź się! - szarpnięcie obudziło w nim dawno nie ćwiczone odruchy i błyskawicznie powalił napastnika przytrzymując go za ubranie. - Puść, proszę! To boli!

Zamrugał skonsternowany, po czym odsunął się od Mio siadając na krawędzi łóżka. Rzucił okiem na pokój. Świtało, a na stole dalej stała pusta butelka, nikt jej nie stłókł ani nie podpalił wnętrza. Dziewczyna podniosła się siadając ostrożnie po przeciwnej stronie. Czuł jej spojrzenie na plecach, ale jeszcze nie do końcu mógł zrozumieć co się stało.
- Miałeś jakiś sen - powiedziała przerywając niezręczną ciszę. Słyszał jak przysuwa się ślamazarnie w jego stronę. Nie, nie ślamazarnie. Wystraszył ją niespodziewanym atakiem. - Nie chciałeś się obudzić.
Odwrócił się powoli w jej stronę. Siedziała spięta wpatrując się w niego sarnimi oczami, które nieznacznie tylko przesłaniała złota aura grzywki. Dopiero teraz zauważył, że jej włosy same wyłapują światło. Nie, nie wyłapują, są tak jasne, że każdy promień się potęguje. Na pewno we włosach jego elfki nie było nic magicznego. Przecież włosy nie mogą być magiczne.
- To jakieś głupoty - pokręcił głową uśmiechając się uspokajająco. - Przepraszam. Nic ci nie jest?
- Nie. Trochę mnie wystraszyłeś, ale mogłam się spodziewać, że wojownika lepiej nie budzić bez ostrzeżenia - odwzajemniła uśmiech.
Ciągle miała na sobie tę delikatną koszulinę z wieczora. Bruno zacisnął dłoń na prześcieradle zwalczając głupie myśli.
- Jestem głodna jak niedźwiedź. Idziemy coś zjeść?
- T-tak. Też bym zjadł konia z kopytami.
- Niemądry Bruno - zachichotała elfka. - Koni się nie je.
Westchnął kręcąc głową.
- Może u was nie. Ale akurat w tym wypadku nie o to mi chodziło. Po prostu, tak się mówi.

Rozdział 16

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz