środa, 1 czerwca 2016

Rozdział 18 Rajski owoc - część 1

Zeszli na dół do sali jadalnej. Mimo sennego poranka było tu sporo ludzi. Prawie każde miejsce było zajęte, a Bruno zauważył, że z większej grupki macha do nich ten poeta z wczoraj. Dziwne, że wstał tak rano. Tacy z reguły śpią do późna odsypiając wieczorne hulanki.

Mio rozpoznała chłopaka i swobodnie pobiegła w jego stronę. Rozpuszczone włosy ciągnęły się za nią jak płaszcz. Bruno dołączył do niej przyglądając się jej stopom, co spotkało się z pytającym spojrzeniem z jej strony.
- Już lepiej? - zapytał siadając przy jednym z dwóch miejsc, które zorganizował dla nich poeta.
Elfka machnęła ręką uśmiechając się szczerze.
- Głupota, dawno mi przeszła - powiedziała i skupiła swoją uwagę na karcie, która leżała przed nią na stole.
- Nawet sobie nie wyobrażacie, jak się cieszę, że to zrządzenie losu pozwoliło nam się dziś ponownie spotkać - powiedział głośno Kriss popijając piwo.
- Jaśnie cudna go nie słucha - wtrącił jakiś kolega po fachu Bohma, młody chłopak z przesadnie napomadowaną kozią bródką. Ubrany był w lepsze ciuchy niż te, które miała na sobie Mio. - Każdą dzierlatkę słowami o przeznaczeniu wodzi, a waruje tu od rana jak pies, żebyście tylko mu nie umknęli.
- Dzięki, Hans, dzięki - burknął znad swojego kufla poeta, ale z powrotem zwrócił się do Mio, która chyba nawet nie zauważyła, że ktoś do niej mówi. - Mio, wybacz, to prawda. Ale ja nie w złej wierze. Po prostu chciałem dowiedzieć się jak najwięcej o Wyspach we mgle, a wczoraj mi tak szybko uciekliście.
Do stolika podeszła młoda dziewczyna, zwinna niczym łania. Jej rysy były delikatniejsze od elfki, a i poruszała się z większą gracją niż ona. Bruno podejrzewał, że jest siostrą kelnerki, która obsługiwała ich wczoraj. Hans wygłosił krótką przemowę opiewając wdzięki dziewczyny, co zostało skomentowane brawami i rumieńcem z jej strony. Przyjęła od nich zamówienie, elfka jak zwykle wybrzydzała. Tym razem zachciało jej się jakichś kwiatów.
- Widziałam, że rosną w ogródku - oponowała, gdy kelnerka opuściła ich tłumacząc, że zobaczy co da się zrobić. - Świeże rzodkiewki, sałata i kilka płatków bratków skropiona oliwą jest naprawdę pożywna.
- Mio, prawdziwej oliwy na północy nie dostaniesz, możesz liczyć co najwyżej na rzepak - poprawił obserwując krzątającą się po sali kelnerkę.
- Nie zgodzę się - wtrącił Kriss. - Źródlana jest najlepszym kurortem, a u Hanki nigdy niczego nie brakowało. Podobno, gdy kiedyś był tutaj Imperator, to było jednej ze sroższych zim, rozkazał podać na przyjęciu truskawki z bitą śmietaną. A właściciel kurortu miał ich spory zapas. Wprawdzie mrożonych, ale życzenie Jego Mości spełnił.
Bruno znał tę historię w trochę innej wersji. No i nie działa się w Źródlanej. Imperator odwiedzał północ, to prawda, ale zatrzymał się w Innsbourgu, w swoim pałacu zimowym. Truskawki miał podać jego osobisty kucharz, ale świeże. Gdy tamten podał odmrażany deser i niezwykle czuła na smaki małżonka Imperatora zwróciła uwagę na ten fakt, kucharz i kilku jego współpracowników straciło głowy. Najlżej potraktowano kelnerów, którym tylko poucinano palce. Bruno w tym czasie przebywał na Wschodnim Froncie, więc wszystkie plotki towarzyskie go ominęły, ale nawet na front dotarły takie niedorzeczne wieści. Teraz Imperator był już stary i rozsądny. Nie ucinał głów od byle głupoty. A i na frontach zaczął stawiać na dyplomację, a nie na argument siły. Ale swoją wersję postanowił zostawić dla siebie. Młodzi znali tylko tego mądrego staruszka z tronu, który rządził sprawiedliwie i nie musieli wiedzieć, że na szacunek u starszych nie zasłużył sobie po prostu mądrością.

Rozdział 17

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz