niedziela, 5 czerwca 2016

Rozdział 19 Rajski owoc - część 2

Mio potakiwała wsłuchana w szczegóły jakie roztaczał przed nią poeta. Zmyślone, ubarwione, ale wojownik musiał przyznać, że słuchanie bajek umilało oczekiwanie na posiłek. Zwłaszcza, gdy dołączyło do niej kilku innych i prawie cała sala umilkła wsłuchując się w historię o dziwnych, acz uroczych dziwactwach jaśnie im panującego. Większość z obecnych była w wieku poetów, więc szczerze wierzyła w te opowieści.

Gdy kelnerka przyniosła im posiłek, Bruno zauważył, że wręczyła elfce jakąś karteczkę. Starała się zrobić to dyskretnie, możliwe, że nikt inny tego nie zauważył, bo poeci skupili na sobie uwagę zgromadzonych. Nie zdążył zauważyć, co ze świstkiem zrobiła Mio, bo szybko zajęła się swoją kwiecistą sałatką.
On postanowił skupić się najpierw na gorącej jajecznicy, a dopiero potem na drobiazgach, na które nie ma wpływu.
- Wyborne! - zakrzyknął wbrew sobie. Z reguły potrafił być powściągliwy, ale pyszny posiłek, który rozgrzał go natychmiast, nie dał się po prostu zjeść. Wymagał odpowiednich zachwytów.
- Prawda? - uśmiechnął się wyrozumiale Hans. - U Hanki zawsze wszystko jest najlepsze, nawet goście.
Rzucił mu dziwne, dość protekcjonalne spojrzenie. Było łatwe do odczytania, gdy się miało odpowiednie obycie z pewnymi sferami. Według Hansa Bruno nie pasował do zebranego w zajeździe towarzystwa, a tolerował go tylko dlatego, że jego przyjaciel tak robił. Bruno odwzajemnił uśmiech. Poeci. Nieopierzone koguty, których wstyd trzymać w domu dopóki nie dorosną. Im z bogatszej rodziny, tym gorsi. Najwyraźniej ten egzemplarz pochodził z bardzo bogatej. Pewnie też bardzo wpływowej. Co ciekawe do Mio podchodził z pewną rezerwą, tak, jakby bał się ją urazić. Miarkował się nawet bardziej, niż Kriss, który przecież wiedział kim dokładnie jest elfka. Lepiej niż podróżujący z nią od dłuższego czasu wojownik.
- Piękna Mariegnon - Kriss patrzył na magiczkę jak urzeczony, gdy ona z niespotykaną dla siebie elegancją zjadała sałatkę. - Długo planujesz zostać w Źródlanej?
- Nie, będziemy ruszać na smoka - pokręciła głową. Bruno zauważył, że cały czas pilnuje, żeby włosy szczelnie zasłaniały jej uszy, mimo że to utrudniało spożywanie posiłku. - Dostałam zaproszenie na wyprawę.
- Od hrabiego? - zdziwił się Hans wchodząc w pół słowa w rozmowę. - Nie wspominał, że na swoją wycieczkę zaprosił kogoś z Brume.
Bruno obserwował jak elfka zareaguje. Zastanawiał się, czy dziewczyna okłamała jego czy może tych poetów. Tak właściwie to mogła okłamać i jego i ich. Jeśli naprawdę była szpiegiem. Ale czy zmieniając historię nie zaszkodzi swojej przykrywce?
- Nie od niego - zaprzeczyła uśmiechając się z lekkim rumieńcem. - Ale nie sądziłam, że droga do jego ziem jest taka długa.
- Płynęliście statkiem czy jechaliście karawaną? - dopytywał Hans przyglądając się cudakowi uważnie.
Bruno zauważył, że poeta nie do końca wierzy elfce, ale też nie może sam zrozumieć dlaczego. Mężczyzna podejrzewał, że ten wyrostek musiał należeć do jakiegoś szlacheckiego rodu, bliżej związanego z dworem, bo zbyt dobrze radził sobie w czytaniu między wierszami, gdy jego rozmówca mijał się z prawdą.
- Do tej pory podróżowaliśmy z karawaną - skłamała gładko elfka. - Nie wiedziałam, że można podróżować statkiem.
- Ze Źródlanej do ziem hrabiego Grasse płynie prom - wyjaśnił Kriss. - Podróż trwa góra pięć dni.
- Jak często pływają promy? - wtrącił zainteresowany Bruno. Wprawdzie nie chciał rozstawać się jeszcze z elfką, a taki mieli układ, ale czuł, że bardzo nadwyrężają swoje szczęście siedząc tak długo w niegościnnym dla elfów miasteczku.
- Co pięć dni, ale najbliższy odpływa dziś wieczorem - Hans przyglądał się uważnie elfce. - Akurat nim płyniemy do Innsbourga.
Bohm chciał coś powiedzieć, ale został powstrzymany przez przyjaciela.
- Dlatego Keesowi tak zależało, żeby cię jeszcze dziś spotkać.
Mio przytaknęła uśmiechając się słodko. Bruno miał wrażenie, że zarówno elfka jak i poeta nie mówią wszystkiego. Cały czas bacznie się obserwowali.
“Trafił swój na swego” pomyślał z przekąsem. “Rozbestwiona arystokracja na wczasach.”
Gdy zjedli posiłek, podczas którego poeci zamęczali elfkę różnymi pytaniami, na które odpowiadała wyjątkowo zdawkowo, elfka wstała i stwierdziła, że musi chwilę odpocząć w pokoju zanim go zda.
Bruno ruszył za nią.
- Jedziemy dalej? - zapytał za drzwiami.
Mio krzątała się po pokoju pakując swój niewielki dobytek. Podchodząc do krzesła podała mu zgnieciony świstek papieru. Wojownik rozwinął go.
“Ószy widać. Poecie wszystko wygadali” ktoś napisał z błędami, w dwóch miejscach przekreślając litery.
- Jednak wierzysz w legendę? - zapytał z przekąsem, choć w myślach mignęła mu wizja dzisiejszego snu. - Mio, powiedz mi jedno.
Spojrzała na niego pytająco chowając karteczkę w torbie.
- Czy znasz czar, który mógłby spalić karczmę?
- Bruno!
- Teoretycznie pytam. Coś z magicznym ogniem?
Przyjrzał się jej. Znowu ta iluzja, że jej włosy świecą własnym blaskiem, zamiast po prostu odbijać promienie słoneczne. Czy włosy maga mogą być magiczne?
- Spalić budynek, jak wiesz, można znacznie łatwiej - odparła.
- Pytałem, czy teoretycznie jest to możliwe za pomocą magii - powtórzył naciskając.
- Teoretycznie - podkreśliła. - Tak.
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, aż mężczyzna poczuł dreszcze na karku. Odwrócił wzrok i zajął się pakowaniem swojego dobytku. Może to i dobrze, że opuszczają Źródlaną w pośpiechu. Nie ma co kusić losu.
Jednak jednej rzeczy nie mógł znieść. Była nią świadomość dalszej wspólnej podróży z poetami.
- Kto cię zaprosił na wyprawę hrabiego? - zapytał, gdy Mio poprawiała włosy. Znowu świeciły.
- Sama się zaprosiłam - odparła ze wzruszeniem ramion. - Widziałeś przecież list.
Westchnął.

Rozdział 18

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz