niedziela, 19 czerwca 2016

Rozdział 21 Gdy płoną rzeki - część 2


- Mio, może lepiej zostańmy w porcie? - powstrzymał elfkę, gdy chciała rzucić się biegiem w tylko sobie znanym celu i kierunku.
Spojrzała na niego zdziwiona. Poprawiła włosy, które chwytały każdy promień słońca spoglądającego zza chmur. Znowu, tak jak przy ich pierwszym spotkaniu, było w elfce coś niesamowicie nieludzkiego i efemerycznego. I bynajmniej nie chodziło o to, że nie była człowiekiem.

- Jeśli nie dowiem się, co tu się naprawdę stało, nie będę mogła zamknąć książkę.
- Rozdział - poprawił odruchowo. - Zamyka się rozdział w życiu, ale to chyba nie jest aż tak ważne?
- Dobre imię mego ludu jest dla mnie niezmiernie ważne.
Westchnął.
- Dobrze, a jak zamierzasz je naprawić?
- Jeszcze nie wiem - naburmuszyła się - ale coś wymyślę.
Uśmiechnął się pobłażliwie.
- Niech ci będzie, idziemy wypytać, ale postaraj się nie przyciągać zbytnio uwagi.
Gorące źródła, wbrew jego poprzednim podejrzeniom, które wynikały z opowieści poety, nie były dzikim i niedostępnym dla zwykłych śmiertelników miejscem. Jak wszystko w Źródlanej, także gorącą wodę tubylcy zdołali zmonetyzować. Już na rynku prowadziły ich drogowskazy, a niecałe sto metrów od drewnianego budynku mijali wracających z kąpieli turystów. Teren szczelnie ogrodzono wysokim płotem, a za przejście przez próg dwukondygnacyjnej budowli uiścili horrendalnie wysoką daninę. Prawie równą wartości zakupionego biletu na prom. Elfka przez dłuższą chwilę wygrzebywała drobniaki z sakiewki, aby w ostateczności sięgnąć do swojej torby. Wyciągnęła z niej mały pierścień wysadzany kamieniami szlachetnymi. Bruno zauważył, że w kilku miejscach pierścień wieje pustką. Podniósł brew zdziwiony, gdy elfka wyciągnęła z torby małe cążki jubilerskie i wydłubała drobny szafir. Podała go pilnującemu wejścia kasjerowi i zarazem ochroniarzowi, po czym wystawiła dłoń czekając na resztę.
Wojownik zastanawiał się, co było bardziej niezwykłe w tej scenie. To jak dziewczyna potraktowała prawdopodobnie klejnot rodowy czy to, że kasjer niewzruszenie przyjął zapłatę i wypłacił resztę do ostatniej monety. Najwyraźniej w tym przybytku był to częsty proceder.
- Panie na prawo, panowie na lewo - zagrzmiał ochroniarz wydając im małe kluczyki z numerkami.
Rozdzielili się, a Bruno miał nadzieję, że Mio będzie dość rozważna, żeby nie powiedzieć za dużo.
Dość obszernym korytarzem ze zdobionymi rycinami na ścianach doszedł do męskiej łaźni z wydzielonym miejscem do przebrania się. W środku oprócz niego był jeszcze pomarszczony staruszek, który medytował nad swoim obuwiem. Jego zdjęcie były dla niego nie lada wyzwaniem.
- Dzień dobry - przywitał go na chwilę zaprzestając. - Piękny dziś dzień, prawda?
- Dużo lepszy niż wczoraj - skinął wojownik. Odnalazł swoją szafkę wciśniętą w róg przebieralni.
- To prawda, wczoraj było tak paskudnie, że o mało nie przełożyli topienia elfów.
- Może mi pan pomoże - podchwycił temat. - Bo próbuję zrozumieć, o co chodzi z tym całym topieniem. Widziałem wczoraj tylko kolorowy tłum.
- To taka nasza tradycja - uśmiechnął się zamyślony staruszek. - I dobra przynęta na turystów. Ale w Źródlanej wszystko się kręci wokół nich.
Staruszek przerwał na chwilę, gdy udało mu się rozwiązać buta. Westchnął ciężko i spojrzał ponownie na Bruna.
- Bierze się z legendy o elfach, które tu straszyły wiele lat temu - gdy wojownik obrzucił go sceptycznym spojrzeniem, staruszek machnął ręką. - Takie bajanie dla turystów. Ale gdzie ja ludziom miłościwie nam panującemu będę bajki wciskał? Powiem prawdę, co by urlopu nie psuć, bo sprawa nie warta węszenia.
Bruno miał sprostować, że nie jest na służbie, ani nawet na urlopie, ale powstrzymał się. Lepiej wysłuchać historii do końca.
- O babę poszło - puścił mu oko. - Ale o jaką babę! Najwspanialszą Hankę! Pamiętam, jaka z niej była dzierlatka! Choć ojciec, mimo że piliśmy dość często, nie chciał mi jej wydać, bo przykazana była synowi naczelnika straży miejskiej. Obecnie również wysoko w służbach. Ale nie z Hanką. Oj nie.
- Hanka to właścicielka największego zajazdu w mieście, prawda? - chciał się upewnić, mimo że obiecał sobie nie przerywać.
- Tak, ta sama! Obrotna baba, co nie? I wcale nie byłaby dla mnie za młoda. Ale, co ja, nędzny ludwisarz w ówczesnej Źródlanej mogłem? W konkury z młodym i ze świetlaną przyszłością stawać? A nasza Hania wszystkim numer wycięła. Z brzuchem niewiadomego pochodzenia po kupalnocce.
- A co do tej historii mają elfy? - Bruno miał wrażenie, że staruszek opowiada po prostu znaną historię, żeby tylko zająć sobie czas, a nie wie, jak naprawdę było.
Kolejny but powoli spadł ze starej, pokręconej przez reumatyzm stopy.
- Wszystko - powiedział żarliwie. Nowa energia w niego wstąpiła, gdy pozbył się obuwia. - Bo ojcem dzieciaków Hanki był uszaty. Tak, wiem, że nieprawdopodobne, ale był tu jeden. Na początku nawet nie wiedzieliśmy, że to elf. Bo ani nie był zielony, ani szkaradny. Ot normalny, trochę szczuplejszy i te uszy takie kopiowane.
Staruszek zamilkł pogrążając się w swoim świecie, a Bruno powoli tracił cierpliwość. Pokręcił głową. Z seniorami trzeba ostrożnie.
- Czyli dzieciaki pracujące u Hanki są od elfa? - upewnił się. - A nie przeszkadza im ten cały festyn z topieniem elfów?
- A to jeszcze nie koniec! - zaśmiał się jego rozmówca. - Ale najważniejsze, że był raptem jeden elf i nic, poza nadmuchaniem brzucha Hanki nie zrobił. A festyn, się wziął z walki o dobre imię. Ot cała historia. Pora pływać!
Wyjątkowo sprawnie zrzucił z siebie ubranie i całkiem nagi wybiegł przez drzwi prowadzące w głąb łaźni.
Bruno przez dłuższą chwilę siedział skonsternowany na ławce, a potem uznał, że jednak nie ma ochoty na żadne kąpiele. Zabrał swoje rzeczy, kluczyk i wrócił na recepcję. Zamierzał poczekać tam na Mio i opowiedzieć jej później historię staruszka, która zupełnie nie pasowała do historii opowiedzianej przez chirurga.
Na zewnątrz zastała go scena, której się obawiał, ale i zarazem spodziewał od samego początku.
Elfka w niedopiętym stroju i bez swojej torby stała przy wejściu otoczona przez oddział straży miejskiej. Dwie starsze kobiety z pełnym oburzenia wzrokiem coś do siebie szeptały wskazując na blondynkę, ona w tym czasie nieśpiesznie poprawiała gorset. Gdy go zauważyła, pokręciła głową dając znać, żeby się nie zbliżał. Włosy świeciły, mimo że wewnątrz nie wpadały bezpośrednie promienie słoneczne. A może to znowu złudzenie?
- Otrzymaliśmy doniesienie, że w tym przybytku ukrywa się elf i odpowiada panienka jego rysopisowi - powiedział dowódca oddziału znudzonym głosem. Wyglądał, jakby często musiał powtarzać tę regułkę. Dużo częściej, niż było to konieczne. - Panienko, proszę odsłonić ucho.
Dziewczyna zawahała się tylko przez chwilę, po czym ściągnęła włosy do tyłu. Strażnicy naokoło dobyli broni.
- Jesteś oskarżona o szpiegostwo - powiedział z niedowierzaniem i konsternacją w głosie dowódca. - Zabrać ją!

Rozdział 20

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz